Czemu staruszka nie chce wyjść z domu ?
Dlaczego staruszka nie chce wychodzić z domu
W ostatnim okresie powiedzmy około pół roku moja matka praktycznie przestała wychodzić z domu. Tzn. mówi, że gdzieś tam wychodzi i coś załatwia, ale jak tylko wygląda na to, że uda mi się ją gdzieś wyciagnąć to kompletny klops – albo ma kołatania serca, albo mówi, że dzisiaj bardzo źle chodzi – zawsze znajdzie się jakiś absurdalny powód, żeby nie ruszyć tyłka z domu.
Przez dłuższy czas robiła mi wyrzuty, że nie odwiedza Nas zbyt często – a konkretnie, że jej nie zapraszamy. Ale jak się ją wyciągnie to tylko chwile posiedzi i za dwie godzinki chce lecieć do domu, bo się źle czuje – przecież może u Nas przebywać ile chce – może się położyć i przespać jeśli tak już ma być – ale nie koniecznie się zbieramy do domu. Zresztą jak do niej przyjdziemy, to też wyraźnie po jakiś dwóch godzinach już jest szczęśliwa, że idziemy...
Wczoraj była wigilia – akcja była naprawdę niezła – już dzień wcześniej coś mi tam chromoliła przez telefon, że od dwóch nocy wymiotuje, że czuje się słabo, przyjeżdżamy po nią – a ona mi mówi, że nie jedzie (do teściów na wigilię) bo czuje się bardzo słabo, po kilku dniach biegunki i wymiotów.
Kupiłem jej metoklopramid, kupiłem jej gastrolit, przyjeżdżamy spodziewając się zastać ledwie żywą babcię i co zastajemy ją w całkowicie dobrej formie, specjalnie posiedzieliśmy godzinę czekając aż będzie musiała z tą niby biegunką iść do toalety – a tu oczywiście nic.
Najwyraźnie unika wychodzenia z domu – tylko dlaczego – ciągle opowiada jak to bierze furagin, bo ma zapalenie dróg moczowych – może ukrywa nietrzymanie moczu? A może faktycznie ma napadowe migotanie przedsionków połączone z lekiem ? To zdaje się nic przyjemnego. No naprawdę nie wiem jak to rozgryźć, a jestem pewny, że jak zapytam to mi nie powie...